w drodze...
masz sprawę?
skrzynka na listy
::księga gości::

2011
maj
2010
styczeń
2009
maj
kwiecień
marzec
2008
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
2007
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec


LINKI:

Bilety
Kup ze mną bilet na Wschód!!!

Inni w Drodze
Campeones
Piekielny Biszkek
Foto Bart
Jej Afryka
Ze Świata
Z Chin
Ludzik

Pociągi - rozkłady jazdy
Czechy
Rosja
Ukraina

Moje podróże
Ukraina 2003 - Rumunia 2004 - Rosja, Mongolia, Chiny 2005


niespotykane zbiegi okoliczności na portach lotniczych
Ciekawe uczucie, tak zagadać się na plastikowym krzesełku na lotnisku...i ciekawe, że nie dziwi cię brak ludzi dookoła przy twojej bramce. Że nie dziwi cię to, że za 20 minut odlatuje samololt a ty jesteś jedynym pasażerem. No oprócz twojego rozmówcy. Jak można tak się zagadać?

Ciekawe uczucie gdy wstajesz z bardzo ogromnym i wielkim i potężnym zapasem czasu, by na pewno, ale to na pewno zdążyć na lot. I jednak zostajesz zablokowany wielkim, spadającym prosto z nieba (a raczej z czeluści piekła) korkiem na autostradzie a4 gdzieś tam w północnych Włoszech. A potem pokonawszy korek wpadasz prosto w mgłę. Nie, dzisiaj nie będzie łatwo opuścić port lotniczy w Milano. 

Ciekawe uczucie gdy ucieka ci samolot do Meksyku. Być może kiedyś doprowadziłby mnie do stanu przedzawałowego, ale ze względu na skurczenie się świata i ciągły ten proces, wybryk losu w postaci "oddalającego się ogona samolotu AIR MEXICO" potraktowałam jak kłąb kurzu pozostający za autobusem relacji "Kielce-Warszawa". 

Ciekawe uczucie gdy miła i sympatyczna Pani, mieszkanka Madrytu lub okolic stolicy Hiszpanii, mówi kolejnego dnia, że nasza rezerwacja na lot do Meksyku została anulowana. 

Ciekawe uczucie gdy obsługa lotniska w Meridzie najpierw pokłada się ze śmiechu na widok naszych zdjęć w paszportach, następnie pokłada się ze śmiechu próbując przeczytać nasze nazwiska, a  w końcu mówi że i tak nigdzie nie polecimy, bo nie ma tego lotu i będzie dopiero jutro...i trochę inny. 

Ciekawe uczucie gdy 5 minut przed wejściem do samolotu Meksyk-Madryt, okazuje się że zostawiłeś bilety, paszport i karty kredytowe w ubikacji.

Ciekawe uczucie, gdy okazuje się, że nie tak szybko wrócimy z wakacji, bo zamknęli lotnisko na które mamy wylądować. Bo spadło tak wiele śniegu. Balwan. Śmieje się. Słyszę jego śmiech choć jest 1300 km stąd. 


WYNIK: jak najbardziej udane wakacje i wspaniała podróż po Meksyku. Z kilku planowanych początkowo godzin na lotniskach świata zrobiło się kilkanaście, do tego kilkadziesiąt w miejscach gdzie nie miałam być. Ale byłam..i nie tylko ja :)

chiny 2011-05-07 21:45:28
skomentuj (0)
Ranking USA - finalny
no dobra dobra,
to lecimy dalej....

1. Niebo w nocy na przełęczy w drodze do Silverton (doprawdy jednej nocy, na jednym niebie może być 10 milionów gwiazd)
2. Nasz dzielny Burak - czyli Dodge który pomimo zdartych klocków hamulcowych, złego traktowania, dziury w osłonie przedniego koła (i w końcu odpadniętej osłony przdniego koła), obwiózł nas dzielni ponad 6,5 tysiąca mil w te trzy tygodnie.
3. Ranger Scott oczywiście, z Parku Mesa Verde :)
4. Śniadania u Denny'sa - i inne tym podobne...ogólnie gastrycznie: naleśniki z sosem klonowym, hamburgery, steki teksański giganty..... po tym wszystkim jedzenie w mc donaldzie jest lekkie i dietetyczne. Ale lubiłam :) choć brakowało mi trochę surowizny i braku bekonu w każdym danu. Ale i tak plus :)  
5. Tramwaje San Francisco i Jego krzywizny - ogólnie wielki plus dla miasta (Molu dostał nawet prezent w swoje urodziny od Niego, tego Miasta znaczy się, ale niech to pozostanie zagadką :)
6. Wielki Kanion - bo mnie nie zawiódł w swej wspaniałości i to na serio jest cud świata, przyrody i innych tym podobnych. Dlatego 20 minutowy lot nad Wielkim Kanionem i wrażenia przekażę moim wnukom na pewno - duży plus.
7. Dzień w Dolinie Śmierci - zupełnie niespodziewanie fajny to był dzień i jazda przez dolinę - polecam
8. Pustynie, drogi, bezkresy...... hmmmmmmmmmmmmmm to tygrysy lubią w każdym kraju
9. Amerykanie - mieszkańcy USA  - rdzenni, kolonialni i ci przybyli - obywatele USA.... co by o nich nie mówić, to dopiero można o nich zacząć mowić gdy się przyjedzie, porozmawia, zobaczy, zrozumie i postara się wyrobić WŁASNE zdanie na ten temat. Dla mnie więcej plusów na pewno niż krytyki (choć jestem zdecydowanie duszą wschodnią i słowiańską).
10. towarzystwo - 4 osoby na 3 metrach kwadratowych przez ponad 3 tygodnie? To nie mogło się udać, udało się. Dzięki :) 


Wyjątkowo będzie 11 punkt, bo mi się przypomniało, a przecież nic nie usunę z tego co wyżej! Nie wypada, a więc:
11. Piwo w saloonie w Silverton.... zimno, lisek przemykający po ciemnej ulicy, a w saloonie tylko właściciel grający z kolesiami w karty. Zero turystów, 100% autentyczności górniczej osady w Colorado :-)
chiny 2010-01-10 21:17:00
skomentuj (2)
Ranking Wczasy-USA-2009

Już w domu.
Dobrze w drodze, ale dobrze i w Domu.

Spałam dziś 18 godzin, ale teraz to już mi się zupełnie nie chce i wiem, że jutro to będzie trudno mi wstać o 7 rano.

Zacznę w takim razie ranking - popowrotowy :)

THE BEST USA WCZASY-2009

1. Niebo w nocy na przełęczy w drodze do Silverton (doprawdy jednej nocy, na jednym niebie może być 10 milionów gwiazd)
2. Nasz dzielny Burak - czyli Dodge który pomimo zdartych klocków hamulcowych, złego traktowania, dziury w osłonie przedniego koła (i w końcu odpadniętej osłony przdniego koła), obwiózł nas dzielni ponad 6,5 tysiąca mil w te trzy tygodnie.
3. Ranger Scott oczywiście, z Parku Mesa Verde :)
4. Śniadania u Denny'sa


ufff..resztę dopiszę jutro!


chiny 2009-05-04 02:02:01
skomentuj (1)
last najt
tak, rzeczywisce czasu i sil nie starcza na pisanie bloga :)

Dzisiaj ostatnia nocka, ale licze ze pare wrazen i obrazow z podrozy dopisze juz po powrocie do polszy ;)
Spimy juz jakies 20 mil od lotniska, wiec powinno byc ok. Starym zwyczajem, bardziej dla radosci, niz dla oszednosci robimy podchody z recepcjonistami z moteli twierdzac ze nas jest dwojka, zamiast czworka. Dzis niestety recepcjonista hindus jest wyraznie crazy i podchody nabraly nowego znaczenia :) do tego prawie ze musimy do pokoju przejsc pod jego nosem, wiec radochy co niemiara....wariujemy coraz bardziej! aaaaaaaaaaaaaaaaa dobrze ze powrot tuz tuz....


zmeczona jestem milymi ludzmi - ciagle pytaja czy wszystko ok, przepraszaja, dziekuja i w ogole...ufff....straszne to! Serio po 3 tygodniach mam ochote rzucic sie na tych ludzi i krzyczec DOSYYYYYYYYYYYYYYC HEhe... ale tak poza tym to....... tylko pozostaje do nich mowic 'lowju' i dalej grac w te gre.....


co robilismy ostatnio?
ach, wczoraj poszlismy z kolega Padre (pseudo jednego z nas), do pubu, na piwo, w miejscowosci Captain....gdzies tam....idziemy idziemy, a noc juz gleboka, baru nie ma oczywiscie, auta jak zwykle przystaja zdziwione na widok pieszych.... (tu doslownie nikt nie chodzi na nogach).....no to idziemy na stacje benzynowa po to piwo. i tu - PAN POPROSIL  O DOKUMENTY TOZSAMOSCI!!!  - ze niby nie mamy 21 lat hehe..oczywisce dokumentow nie mielismy, ale pan piwo w koncu sprzedal. I powiedzial tylko bysmy go na ulicy nie pili, bo krejzi szeryf zaraz nas aresztuje - i tu zobrazowal zapinanie w kajdanki i rzut nami o sciane! .... no rzeczywicie krejzi szeryf.....pan ze stacji zapakowal piwo w torby papierowe i kazal  cichaczem udac sie do domu...


dziwny to kraj

dzisiaj bylismy tez w Lincoln - ogladnelismy dziure w scianie ktora zrobil billy de kid...

wlasnie padre wrocil z kolejnej wyprawy po piwo - jestesmy juz w teksasie - okazuje sie ze po godzinie 12 w nocy, piwa juz nie sprzedaja, jest prohibicja!!! aaaaa, co sie tu dzieje? i guzik z uczczenia last nite!

Poza tym we wtorek bylismy w kanionie tym wielkim - serio robi wrazenie! az kupilismy sobie lot helikopterem, pomimo wiatrow i odwoloania lotow, jakis krejzy (wszyscy tu sa krejzi), zapakowal nas...bosko bylo, serio....

teraz wazymy nasze paczki i walizki, mamy obawy ze bedziemy placic nadbagaze och joooooo....nasz pokoj wyglada jak centrum uchodzctwa....
chiny 2009-05-01 08:15:40
skomentuj (0)
kalfornijskie palmy
3 tysiace mil strzelily dzisiaj....no brawo brawo nasz buraczany dodżu.... niestety nawalaja mu z lekka hamulce i przy ostrych zjazdach robi sie wesolo :) co raz nas kusi by podjechac na wymiane, ale na razie..... brudny jest biedak jak nieboskie stworzenie. Ten brud byl prawdopodobna przyczyna zatrzymania przez policje. No ale jak polismen zobaczyl prawo jazdy Damiana z Polski, to sie tylko zdziwil dlaczego jezdzi po takiej niebezpiecznej okolicy (haha, pelni nieswiadomosci mielismy tam hotel). A wczesniej zarzucal mu zajechanie drogi, brak swiatel i takie tam -dobre sobie!

a to wszystko bylo w las vegas, ktor pierwszego dnia po przyjezdzie w okolicy juz 23, prawnie ze nie oferowalo nic poza gra w kasynach.....

spoko, przegralismy nie tak wiele, na powrot wysarczy

Wczoraj zrobilismy niezly camle-trofy po dolinie smierci, kto by przypuszczal ze na wielkie nic zejdzie prawie caly dzien, ale ta dolina jst serio niczego sobie! i bylo goraco juz, strach sie bac jak tam jest w lipcu.

A tak poza tym Kalifornia ta taka srodkowa, nie na wybrzezu, jest bardzo swojska i przypomina mi jak zywo nasze beskidy, od czasu do czasu jeno pojawia sie palma, lub inne nieznane drzewo, co burzy troche to poczucie bezpieczenstwa mader ojczyzny. Przypominala mi dzisiaj matczyne strony czesc z parkiem sekwojowym, nie zeby sekwoje u nas rosly, ale tak ogolnie klimat gorek i te pe.... ale na dole w miastczkach juz bardzo cieplo, no i te palemki, drzewka z pomaranczami, winorosla (muimy jechac do winnic, ale to dopiero w okolicach Frisco, jak nazywaja tubylcy San Francisco)....

dobra..na razie tyle
chiny 2009-04-20 06:37:36
skomentuj (3)
iti jedzie dalej
no coz, zdaje sie ze przezywamy jakas serie kataklizmow pogodowych.
Wczoraj na ten przyklad po raz pierwszy w zyciu uczestniczylam w burzy piaskowej (fajnie to wyglada gdy po drodze jada odpiaskarki - do odpiaskowywnia drogi, albo gdy wlaczasz wycieraczki by wyczyscic szyby z piasku). Ale do tego to co sie tu widzi to jakies cuda na ziemi.... wczoraj zaliczylismy przejazd przez polnoc arizony i liznelizmy monument valey - jako ze zobaczylismy przez burze piaskowa tylko kawalek tego cuda, wrocimy tam w drodze powrotnej. Potem Canyonland  w deszczu, sniegu, mgle - cudo jakies@! cale szczescie da sie do tego wjechac od polnocnej czesci Parku, wiec to tez uczynimy......niekonczace sie przestrzenie, co zakret inny kanionik, skalka, albo bog wie co - i to wszystko gdzies na powierzchni wojewodztwa slaskiego, wiec prosze wybaczcie, ale ja juz nie bede wzdychac nad maczuga herkulesa w parku ojcowskim, albo gorami stolowymi :)

dzien zakonczylimy ladnym zachodem slonca w parku arches, pomaranczowo tu i marsjansko......

w koncu wkurzeni tym deszczem zdecydowalismy jechac szybko w strone kalifornii i las vegas, choc tam tez cudow pogodowych nie ma, to jakies ogolne zalamanie, ktoremu wszyscy sie dziwia.....

a wczoraj spalismy w motelu u polaka, podobno w kolorado jest prawie 300 polakow prowadzacych motele...taka ciekawostka ;) oczywscie pan byl z nowego targu i pomimo 40 lat w usa, bylo to slychac :)

acha, ja juz nie moge patrzec na te talerze z jedzeniem, dlaczego one musza byc takie wyladowane????? tu ciagle sie je i kupuje..... ale naturalne cuda maja boskie..... nie wiem jak oni to zrobili, ale jest tu pieknie i rozumiem powsanie slowa WOWWWWWWWWW

no to pa

chiny 2009-04-16 16:24:10
skomentuj (1)
teksanskich chwil uroczych pare
oj zaledwie parę godzin minęlo w krainie orla bialego, a juz go nazywam kraina smoka....

- Asia wlasnie walczy z prysznicem w naszym przytulnym, pachnacym, milym, symptycznym pokoiku motelowym.... tak..bardzo pachnacy, bardzo mily i bardzo sympatyczny...cale szczescie ze cieplo jest w tym teksasie, to mamy drzwi otwarte na przyjemne, sympatyczne podworze motelowe hehe..nie nie, jest git :) jak w filmie..oczywscie o teksanskiej masakrze pila lancuchowa

- prysznice i kurki kreca sie w druga strone - nie wiem dlaczego

- znak stop na drogach, wcale nie oznaczy stop jak u nas, ale to wersja :stop - jedzie rusza pierwszy ten ktory dojechal do stopu: to bardzo ciekawe doswiadczenie

- steki teksanskie i inne dania podawane w stekhalsie, sa na serio ogromne, praktycznie jedzac godzine, masz wrazenie ze towaru na talerzu przybylo.....do tego pani kelnerka biega z wielkim dzbanem coli i dolewa jak tylko wypijesz polowe 2litrowej szklanicy

- nie rozumiemy ludzi a szczegolnie gdy mowia o cenach heh...za kazdym razem wychodzi co innego, do tego wplataja zawsze wiazanke o podatkach, o juz calkem komplikuje sprawe

- pan recepcjoniasta teksanski jest caly w tatuazach i na pewno trzyma giwere pod lada, ale z prawdziwa gracja biegl przez parking z rozowymi recznikami krzyczac ze w pokoju mamy ich za malo

- na podworzu jest wielka maszyna do lodu i grille do stekow (gdyby ktos zglodnial w nocy, bo przeciez  w steklasie sie nie napelnisz do rana!)

- i tutaj wszedzie jest internet....

- do domu z kolacji wracalismy pol godziny - z powodu skomplikowanego i bardzo rozbudowanego systemu slimakow-drog.....nie moglismy zjechac do naszego motelu! jakies szalenstwo, 4 osoby i sto prob  - kto nie zobaczy ten nie uwierzy ze to mozlwe!


ide spac, juz ponad doba bez snu ;)

chiny 2009-04-11 03:41:16
skomentuj (0)